Powycierany, z łapką na temblaku, uśmiecha się radośnie z półki nad moją głową.
Powiernik tajemnic, pocieszyciel, towarzysz podróży, mięciutki przyjaciel na dobre i na złe. Moje dziecięce życie bez niego z pewnością byłoby mniej kolorowe. O tym, że łączy nas jakaś szczególna więź, świadczy to, że wciąż jesteśmy razem :).
Pluszowy miś... bo to o nim mowa, towarzyszy mi od pierwszych dni życia.
Odkąd sięgnę pamięcią zawsze był bohaterem zabaw, wszędzie ze mną jeździł, pomagał przezwyciężyć strach albo wciągał jak gąbka moje łzy.
Po prostu był... a to w żywocie misia najważniejsze.
Teraz siedzi na półce i z każdym moim spojrzeniem przywodzi kolorowe wspomnienia z dzieciństwa.
Z przyjemnością obserwuję jak dziewczynki nawiązują tą puchatą przyjaźń i cieszę się, że one także mają swoje ukochane maskotki.
Ponieważ Ola już troszkę podrosła postanowiłam pokazać jej jak powstają misie. W tym celu wybrałyśmy się na ul.Chmielną w Warszawie do Smyka. Tam znajduje się jedyna w stolicy Fabryka Misiów.
W wielkich koszach leżą poukładane misiowe futerka ("ciałka"), dziwaczna maszyna nadaje ciałkom miękkości, a w szklanych słoiczkach stoją czerwone serduszka. Wszystko, oprócz wypełnienia, mały człowiek robi sam. Począwszy od wyboru futerka i serduszka, przez ubieranie i dekorowanie pluszaka, aż po nadanie mu imienia. Zwierzak dostaje akt narodzin i estetyczne pudełko w którym można go zabrać do domu.
Oczywiście nie potrafiłam (a tak naprawdę chyba nawet nie chciałam) odmówić dziewczynkom przyjemności tworzenia. Po tej wycieczce nasza misiowa rodzina powiększyła się o Tosię, brunatną mega mięciutką niedźwiedzicę.
Ponieważ Ola już troszkę podrosła postanowiłam pokazać jej jak powstają misie. W tym celu wybrałyśmy się na ul.Chmielną w Warszawie do Smyka. Tam znajduje się jedyna w stolicy Fabryka Misiów.
W wielkich koszach leżą poukładane misiowe futerka ("ciałka"), dziwaczna maszyna nadaje ciałkom miękkości, a w szklanych słoiczkach stoją czerwone serduszka. Wszystko, oprócz wypełnienia, mały człowiek robi sam. Począwszy od wyboru futerka i serduszka, przez ubieranie i dekorowanie pluszaka, aż po nadanie mu imienia. Zwierzak dostaje akt narodzin i estetyczne pudełko w którym można go zabrać do domu.
Oczywiście nie potrafiłam (a tak naprawdę chyba nawet nie chciałam) odmówić dziewczynkom przyjemności tworzenia. Po tej wycieczce nasza misiowa rodzina powiększyła się o Tosię, brunatną mega mięciutką niedźwiedzicę.
PS. Pluszowe misie, w dniu Waszego święta życzę Wam miliona uścisków i życia u boku kochających Was dzieciaczków :)


























