Jak ja nie cierpię takiej pogody.
Jesień może urokliwa, ale tylko do momentu, kiedy jest piękna, sucha i złota. Temperatura poniżej 15 stopni, deszcz i wiatr to istne barbarzyństwo.
Najchętniej zamieniłabym się w kota na zapiecku albo zakopała pod kocem z kubkiem gorącej herbaty.Ale nic z tego...
Przy dwójce maluchów o leżeniu w ciągu dnia mogę zdecydowanie zapomnieć (dobrze, że w nocy są bardziej humanitarne).
Piec kaflowy mocno uszczupliłby metraż naszego niewielkiego "em", a wszystkie koce służą w naszym domu do budowania namiotów(!).
Tak tak, dobrze rozumiecie, z pasją budujemy namioty. Nie wiem czy u wszystkich dzieciaków występuje ten biwakowy syndrom, ale u naszych zdecydowanie tak.
Wspomniany namiot służy nam do wszystkiego... do zabawy w dom, do zabawy w sklep, do piknikowania, jako szpital, psia buda i stołówka. Zaskakujące, ile na tak niewielkiej powierzchni można umieścić zabawek, a potem... dopchnąć się tam samemu :). Ola zdecydowanie mogłaby konkurować w tej dziedzinie z niejednym człowiekiem-gumą :)
Kto by pomyślał... kilka krzeseł i koce albo kawał materiału i kije, minimalny zmysł architektoniczny i super budowla gotowa.
Propozycja tej zabawy jest bardzo ekonomiczna, bo przeważnie mamy te przedmioty w domu.
Propozycja tej zabawy jest bardzo ekonomiczna, bo przeważnie mamy te przedmioty w domu.
Mały wysiłek, a dziewczyny szczęśliwe. W swojej "bazie" bawią się całymi dniami, natomiast ja mam chwilkę na napisanie posta... no chyba, że jestem akurat klientką namiotowego sklepu, psem, gościem na pikniku, czy pacjentem szpitala polowego :).
Poniżej kilka namiotowych inspiracji...
*zdjęcia pochodzą z przeglądarki Google






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz