czwartek, 15 października 2015

Taka jestem...

Dzisiaj bardzo osobisty temat. Myślę, że sporo poukłada, jeśli chodzi o stosunki międzyludzkie, samoakceptację oraz wyjaśni niektórym zmianę w moim zachowaniu.
Od dłuższego czasu w mojej głowie siedziały przemyślenia, które nie bardzo wiedziałam jak ubrać w słowa.
Punkt w którym się teraz znajduje, to to do czego dążyłam bardzo długo, no i w końcu się udało.
Widocznie musiało minąć ponad trzydzieści lat, żebym zrozumiała, co jest w życiu ważne i ważniejsze.
Miały na to wpływ najróżniejsze sytuacje, napotkani ludzie, doświadczenia.

Od zawsze starałam się być osobą lubianą, akceptowaną, przynależeć do jakiejś społeczności.
W zasadzie nie wiem z czego to wynikało, bo Rodzice dali mi solidny pokład poczucia własnej wartości. 
Pamiętam jak w szkole miotałam się pomiędzy kilkoma paczkami w poszukiwaniu własnego miejsca. Niekiedy moje zdanie rozbiegało się z większością, ale z obawy przed wykluczeniem, nie wypowiadałam tego głośno.
Tak bardzo chciałam być częścią grupy, że zatracałam własne ja.
W miarę dorastania, świadomość bycia odrębną jednostką wracała. Niestety wyrażanie siebie przybrało mocno buntowniczy charakter. Nietrudno się domyślić, że pojawiły się pierwsze konflikty z rówieśnikami. Urastały wtedy do małych wojen, a głównym tematem było jak przechytrzyć wroga. Zawsze kończyło się tylko na debatach, ale ile kosztowało emocji. Ehh...

Nigdy nie byłam normalną dziewczyną, która interesuje się swoim wyglądem, chłopakami, ciuchami (no dobra moda to akurat jedna z moich ulubionych rzeczy), nie siedziałam otoczona wianuszkiem koleżanek, nie miałam przyjaciółki od serca. 
Rajdy samochodowe, motoryzacja, straż pożarna to nie są damskie pasje. 
To, że miałam i mam nieco odrębne zainteresowania, nie do końca wpisuje się w idealny obraz kobiety. Może na pierwszy rzut oka wygląda intrygująco, ale potem do rozsądku przemawiają stereotypy, a ty (w sensie, że ja) czujesz się jak dziwadło.
Nie masz z kim podzielić się swoimi przemyśleniami, bo koleżanek na horyzoncie  brak, a faceci przecież nie zrozumieją Twoich problemów. Zawsze na posterunku byli i są Rodzice, od których zawsze miałam ogromne wsparcie, ale dla nich szczególnie nastoletnie problemy wydawały się być abstrakcją.

Czy było/jest mi z tym źle?
W obecnej chwili... nie!
Jestem jaka jestem i dobrze mi z tym.
Ale nie zawsze było tak kolorowo.

Jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził, więc teraz nawet nie staram się tego robić.
Czas pokazał, że nie warto. Dorosłam - trochę późno (ale lepiej późno niż wcale) - do pewnych przemyśleń, ustaliłam sobie własny zbiór wartości według których staram się żyć. 
Nie znaczy to, że pozbawiłam się całkiem wrażliwości, empatii i ciekawości ludzi. Bardziej chodzi tu o narzucanie zdania, bezpodstawny hate czy branie na siebie złego samopoczucia innych. Nauczyłam się rozpoznawać oraz reagować na swoje emocje. Nie walczę już za wszelką cenę o akceptację mojej osoby. Ktoś mnie lubi lub nie i ma do tego pełne prawo. Tak jak ja mam prawo czuć do kogoś sym- lub antypatię. Nie oceniam ludzi po tym co robią lub jak się zachowują, bo pod tym często kryje się drugie dno.
Nie raz przekonałam się na własnej skórze, że pochopne oceny potrafią być krzywdzące, więc staram się nie fundować tego innym. Jeśli za kimś nie przepadam nie szukam na siłę kontaktu. Kiedy ktoś narusza moje przekonania, staram się zakomunikować mu, że nie do końca mi to pasuje i mam prawo czuć i myśleć inaczej. Nauczyłam się mówić: "nie" oraz "przepraszam", i to nie w kolejności "przepraszam, że nie". 

Pragnę szczęścia dla mojej Rodziny, chcę żeby dziewczynki żyły przekonane o własnej wartości, żeby były wrażliwe, a zarazem żyły w zgodzie z własnym ja. Teraz wiem, że nie mogę im tego narzucić, ale mogę pokazać im drogę dzięki, której będzie im łatwiej to osiągnąć. Czy nią pójdą będzie zależało tylko od nich.

Chcę zaspokajać swoje zachcianki: galop po plaży, małe zakupy, wieczór przy winku z Mężem, dobra książka czy spontaniczny wypad w nieznane. 
Chcę prowadzić bloga, chociaż dla niektórych to zajęcie "dla rządnych kariery w internecie nastolatek". 
Chcę żyć, spotykać się, otaczać osobami, które są wartościowe i które lubię. Złe dusze i energetyczne wampiry niech spadają na przysłowiowy szczaw. Koniec z truciem krwi. To ani przyjemne, ani produktywne.

I wiecie co...myślcie co chcecie, ale ja i tak będę wcielać w życie powyższe postanowienia...
Dlaczego?
Bo sprawiają, że czuje się szczęśliwa. A szczęśliwa ja, to szczęśliwa Rodzina, właściwi znajomi i brak błahych zmartwień.
Czego sobie i Wam życzę.

Aaaa i zdrowia też. Bo jak jest zdrowie to jest wszystko.
Przesyłam moc pozytywnej energii. Buziaki!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz