środa, 25 listopada 2015

Pluszowy miś... świętuje dziś

Powycierany, z łapką na temblaku, uśmiecha się radośnie z półki nad moją głową. 

Powiernik tajemnic, pocieszyciel, towarzysz podróży, mięciutki przyjaciel na dobre i na złe. Moje dziecięce życie bez niego z pewnością byłoby mniej kolorowe. O tym, że łączy nas jakaś szczególna więź, świadczy to, że wciąż jesteśmy razem :).


Pluszowy miś... bo to o nim mowa, towarzyszy mi od pierwszych dni życia.

Odkąd sięgnę pamięcią zawsze był bohaterem zabaw, wszędzie ze mną jeździł, pomagał przezwyciężyć strach albo wciągał jak gąbka moje łzy.
Po prostu był... a to w żywocie misia najważniejsze. 
Teraz siedzi na półce i z każdym moim spojrzeniem przywodzi kolorowe wspomnienia z dzieciństwa.

Z przyjemnością obserwuję jak dziewczynki nawiązują tą puchatą przyjaźń i cieszę się, że one także mają swoje ukochane maskotki.

Ponieważ Ola już troszkę podrosła postanowiłam pokazać jej jak powstają misie. W tym celu wybrałyśmy się na ul.Chmielną w Warszawie do Smyka. Tam znajduje się jedyna w stolicy Fabryka Misiów.

W wielkich koszach leżą poukładane misiowe futerka ("ciałka"), dziwaczna maszyna nadaje ciałkom miękkości, a w szklanych słoiczkach stoją czerwone serduszka. Wszystko, oprócz wypełnienia, mały człowiek robi sam. Począwszy od wyboru futerka i serduszka, przez ubieranie i dekorowanie pluszaka, aż po nadanie mu imienia. Zwierzak dostaje akt narodzin i estetyczne pudełko w którym można go zabrać do domu.

Oczywiście nie potrafiłam (a tak naprawdę chyba nawet nie chciałam) odmówić dziewczynkom przyjemności tworzenia. Po tej wycieczce nasza misiowa rodzina powiększyła się o Tosię, brunatną mega mięciutką niedźwiedzicę.

PS. Pluszowe misie, w dniu Waszego święta życzę Wam miliona uścisków i życia u boku kochających Was dzieciaczków :)


niedziela, 22 listopada 2015

My w tv...

To oczywiście tylko króciutka wypowiedz, ale i tak się cieszymy, że w ogóle puścili.
Zapraszamy do obejrzenia. My w 3:33 minucie. Link do materiału TUTAJ

środa, 11 listopada 2015

Wielkie słowa...mali ludzie

Niepodległość, Patriotyzm, Ojczyzna.

Wielkie słowa, które moim zdaniem, powinny być wpajane dzieciom od najmłodszych lat.
Odkąd pamiętam, zawsze wstawałam słysząc Mazurka Dąbrowskiego, podczas ważnych świąt wywieszałam z Rodzicami flagę i zawsze miałam szacunek do symboli narodowych. 
O tym jak ważna jest wolność naszego kraju, jak ciężko żyło się pod zaborami lub podczas wojny opowiadali mi pradziadkowie i dziadkowie. Rodzinne historie, dla mnie (żyjącej w czasie pokoju), były mocno odległe, ale niesamowicie ciekawe. Zdecydowanie bardziej niż to, o czym czytałam w podręcznikach na lekcjach historii. 
To Rodzice, Babcie i Dziadkowie nauczyli mnie szacunku do Ojczyzny i osób, które walczyły o jej niepodległość.

Teraz to na nas spoczywa obowiązek przekazania tej nauki na dalsze pokolenie.
Dla naszych córek pojęcie wolności, wojny czy zaborów, jest jeszcze za poważne. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby (szczególnie Oli) wytłumaczyć na czym polega szacunek do flagi, godła i hymnu narodowego.

Od kiedy urodziła się Aleksandra, a teraz i Paulinka, Dzień Niepodległości staramy się spędzać aktywnie. Chodzimy na spacery w miejsca związane z historią naszego kraju, na parady wojsk, na pokazy musztry, itp. 
Z każdym rokiem możemy liczyć na co raz ciekawszą oprawę Święta Niepodległości. Organizatorzy najróżniejszych marszów dbają, aby były one bezpieczne i atrakcyjne także dla rodzin z dziećmi.
W zeszłym roku wybraliśmy paradę na Krakowskim Przedmieściu.
Nie opowiadam się za żadną opcją polityczną(!). O wyborze akurat tego "marszu" zaważyła chęć pokazania dzieciom jak wyglądają poszczególne wojska, Prezydent, Premier i najważniejsze osoby w Państwie. To kogo popieramy nie ma większego znaczenia. Takim osobom (niezależnie od opcji politycznej) należy się szacunek i tego wymagam od moich dzieci.

Jest mi wstyd za tych pseudo patriotów, którzy z obchodów tak ważnego dla Polaków Święta robią sobie kolejną regularną ustawkę. 
Mam nadzieję, że moje dzieci, nawet jeśli będą miały poglądy skrajnie odmienne od opcji rządzących, będą wyrażały je w sposób kulturalny i pozbawiony agresji.
Wiem, że do tego czasu upłynie jeszcze co najmniej kilkanaście lat, ale czym skorupka za młodu nasiąknie...


Ze swojej strony zrobię wszystko, aby dziewczynki były dumnymi ze swojego pochodzenia Polkami, potrafiącymi szanować swój kraj i jego historii.

Mam nadzieję, że w tym roku pogoda pozwoli nam na kolejny patriotyczny spacer i będzie on równie atrakcyjny jak w latach poprzednich.

A póki co, ku pokrzepieniu serc...
nasza Ola (w momencie nagrania - lat 3)



Urodziny Mediateki

Miejsce, gdzie trzyletnia Ola chodziła na muzykę dla smyka i zajęcia plastyczne.
Miejsce, gdzie są tysiące książek, które mimo braku czasu, staram się pochłaniać  wieczorami. 
Miejsce, gdzie co miesiąc pojawiamy się na teatrzykach dla dzieci.
Miejsce, gdzie odbywają się ciekawe spotkania i projekcje.

To miejsce to Mediateka. Jeden z kilku naszych ulubionych przystanków na Bielanach.

                                        

Dzisiaj Mediateka obchodziła swoje piąte Urodziny. Oczywiście, nie mogło nas zabraknąć na tej imprezie. 
Ola jako wielbicielka przedstawień i niezmordowana tancerka oraz równie roztańczona osóbka-Paulina, nie przepuściły okazji do świetnej zabawy. 

Równo o 16.00 zasiadłyśmy na widowni teatru Złoty Dukat, by przenieść się w krainę siedmiogłowego smoka, księżniczki, która miała być jego posiłkiem, zwariowanej wróżki i śmiałków którzy mieli owego smoka poskromić. 
Na szczęście dla ogółu, gad okazał się być jaroszem, więc bajka miała szczęśliwe zakończenie. 

Po spektaklu miałyśmy wrócić do domu, ale wspólnie zadecydowałyśmy, że jak świętować to na całego i zostałyśmy aż do końca imprezy. A ta zakończyła się kameralnym i bardzo sympatycznym koncertem Patrycji Markowskiej. Dziewczyny potańczyły, a ja pośpiewałam (tak...wiem, że nie umiem, ale atmosfera mnie poniosła). 
Na koniec zjadłyśmy przepyszny tort i zmęczone, ale rozbawione trafiłyśmy do domu.

Między teatrzykiem, a koncertem miałyśmy dwie godziny przerwy, ale ten czas też wykorzystałyśmy bardzo efektywnie. Dziewczyny bawiły się w specjalnych kącikach z zabawkami, a ja pobuszowałam na cmentarzysku książek. 
Na sześciu ogromnych stołach rozkładano książki, które (w zamian za przyniesienie jednego tytułu) można było wziąć do domu. Szperałam, oglądałam i jestem bardzo zadowolona, bo nasza domowa biblioteczka została wzbogacona o kilka ciekawych pozycji. 

Podsumowując... to były bardzo ciekawe Urodziny, z których to my wyszłyśmy z prezentami :).

* specjalne podziękowania należą się Babci Eli, która pomogła mi ogarnąć te moje dwa szalone Wombaty. Bez Jej pomocy trudno byłoby upilnować dziewczyny. Tym bardziej, że Paulina odkryła w sobie wybitne zamiłowanie do przestawiania książek na półkach :).

piątek, 6 listopada 2015

Wróg numer 1

Cała damska część naszej rodziny ma coś wspólnego z susłami. Radek to ranny ptaszek, natomiast ja i dziewczynki lubimy sobie pospać. 
Ola i Paulinka od urodzenia przesypiały całe noce, i tak jest do dzisiaj. Jednak istnieje pewna rzecz, która jest w stanie wybudzić je z najmocniejszego snu w sekundę.

Kołdra!!!
Wróg numer jeden!

Nie wiem, nie ogarniam, nie rozumiem.
Ja nawet w największe upały muszę być przykryta, a wręcz okręcona kołdrą. Nie daj Boże, jeśli kawałek stopy wydostanie się dziwnym trafem z pod pierzynki, musi być natychmiast pod nią schowany.
Niektórzy się ze mnie śmieją, że hermetyzuje się porównywalnie z promem kosmicznym. No cóż, jest mi zawsze zimno i nic na to nie poradzę...
Natomiast córki nasze rodzone, dostają szału jak mają spać przykryte.
Budzę się, otulam, pilnuję, żeby się nie rozkopały, ale daremne to wysiłki. Każda próba przykrycia kończy się lotem kołdry na pół pokoju albo bardzo gwałtownym przebudzeniem z dość dosadnym stwierdzeniem, że kołdra to wróg.
I tak walczę z nimi i sama ze sobą, bo przecież mam wrażenie, że na pewno zamarzną bez przykrycia. A one sobie nic z tego nie robią i z gracją narowistego rumaka posyłają kołdrę na podłogę.

Pewnego razu postanowiłam przetestować śpiwór dla dzieci. Gdyby nie chęć zapewnienia dziewczynkom komfortu cieplnego, pewnie nigdy nie zobaczyłabym jak desperacka może być próba oswobodzenia się z tego kokonu.
Oczywiście śpiwór pokonałby problem odkrywania się, ale nie mam sumienia skazywać wszystkich na kolejną noc tortur. 
Pozostaje mi tylko pogodzić się z tymi wiecznie odkrytymi dzieciorami i faktem, że w kwestii zamiłowania do kołder nie poszły w mamusię.
Ciekawa jestem jak jest u Was? Czy ten problem dotyczy tylko moich pociech czy wasze też mają tą osobliwą przypadłość?
Ps. Jeśli Wasze dzieci nie uważają kołdry za przeciwnika zapraszam  TUTAJ, tam spory wybór szytych przeze mnie milusich kołderek :)

sobota, 31 października 2015

Halloween

Nie jestem specjalnie zagorzałym zwolennikiem ani przeciwnikiem obchodzenia Halloween.
Uważam, że każda okazja na spotkanie ze znajomymi jest dobra, a jeśli data pokrywa się ze "świętem duchów" pozwala to na jeszcze większą kreatywność w przygotowaniu przyjęcia.
Tym razem goście zapowiedzieli się z dzieciakami, więc dobór potraw planowany jest też pod ich kątem.

Muszę przyznać, że w kuchni jestem totalnym beztalenciem. Moje zdolności kulinarne ograniczają się do podgrzania wody na herbatę, kotleta, jajecznicy i kilku prostych zestawów obiadowych, więc przekąski nie mogły być zbyt skomplikowane w przygotowaniu.
Inspiracje zaczerpnęłam z internetu, natomiast dobór składników i wykonanie to już własna inwencja twórcza.

W związku z tym na stole zagościły: tosty pajęczynki, parówki mumie, banany duszki, mandarynki dynie i lizaki duchy.

Mam nadzieję, że nikt z gości nie zgłosi żadnego "potwornego" zatrucia.

Sposób przygotowania jest banalnie prosty.
Poniżej... jak, co i z czym :)


Tosty pajęczynki: pieczywo tostowe, ser żółty, ketchup lub koncentrat pomidorowy, oliwki.

Na posmarowane masłem pieczywo, kładziemy plasterek sera, smarujemy ketchupem lub koncentratem pomidorowym. Drugi plasterek sera tniemy w paseczki i układamy je w kształt pajęczynki. Z oliwki wycinamy tułów i nogi pająka. Wkładamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i pieczemy aż ser się delikatnie rozpuści.
Lizaki duchy: okrągłe lizaki, chusteczki higieniczne, marker i nitka.
Na lizaka nakładamy dwie lub trzy chusteczki higieniczne, przewiązujemy nitką. Na koniec rysujemy flamastrem oczy i buzie. Aby duszki dobrze się prezentowały na talerzu, można wbić je w połowę jabłka.
Dynie: mandarynki i szczypiorek. Wykonanie banalnie proste. Nie będę tłumaczyć, co i gdzie trzeba wepchnąć, ponieważ zdjęcie doskonale to wyjaśnia:).
Parówki mumie: parówki, ciasto francuskie, pieprz czarny w ziarnach. Parówkę owijamy szczelnie ciastem francuskim zostawiając przerwę na buźkę mumii. Z ziarenek pieprzu robimy oczy. Tak przygotowane parówki lądują w nagrzanym  piekarniku. Temperatura nagrzania i długość pieczenia podane są na opakowaniu od ciasta francuskiego (każdy producent ma inne zalecenia).
Bananowe duchy: banany i nutella. Tniemy banany na około 4 cm kawałki. Za pomocą wykałaczki zanurzonej w nutelli rysujemy oczy i buźkę. Uwaga... Banany do momentu podania najlepiej trzymać w lodówce. Nasze tam nie wylądowały i odrobinę się rozjechały.
Jednak nie samym jedzeniem człowiek żyje, więc aby nadać spotkaniu straszniejszego charakteru i zająć czymś Olę, otworzyłyśmy produkcję nietoperzy i duchów. Na dekoracje pomysłów mamy sporo, ale o tym wkrótce.


Wszystkiego strrrraaaszneeegoooo !!!
Boooo...

poniedziałek, 26 października 2015

Made by Led

Maskotki, poduszki, kołderki, czapki... moje córki co chwila zgłaszają zapotrzebowanie na nowe przedmioty. Jako kochająca mama, staram się zaspokajać ich zachcianki.
Spokojnie... nie mam tu na myśli kupowania kolejnych rzeczy w sieciówkach czy hipermarketach.
Skoro już czegoś chcą, a ja jestem w stanie im to własnoręcznie stworzyć, to dlaczego mam im nie sprawić tej radości?
Uwielbiam je w ten sposób rozpieszczać.
Z dnia na dzień powstają kolejne wytwory moich rąk i serca. Dzięki temu szkoli się mój warsztat, a i kilka groszy zostaje w kieszeni.

Od kiedy moją "twórczością" zaczęły interesować się osoby postronne i pojawiły się pierwsze zamówienia, powstało Made by Led.
Zapraszam do mięciutkiego świata minky,  szalonych kolorów oraz niezliczonej ilości wzorów.
W ofercie kołderki, poduszki, czapki, kominy, kostki z sensorkami, rożki dla niemowląt, okładki na książeczki zdrowia, kosmetyczki na dziecięcy niezbędnik, maskotki, itd.
Wszystkie rzeczy w mojej ofercie to ręczna robota z ogromnym kawałem serducha. 

Zapraszam na